Choć współcześnie wymaga się od pracownika stuprocentowej aktywności, to zdarzają się wypadki losowe, które zaburzają wizerunek ultraefektywnego pracownika. Do takich „wypadków” z pewnością należy choroba. Jak się jednak okazuje, wielu pracowników decyduje się w czasie trwania choroby przychodzić do pracy, całkowicie przy tym lekceważąc konsekwencje takiego wyboru. Z czego to wynika?
Powodów takiego zachowania jest mnóstwo. Jednym z nich jest na przykład strach przed reakcją pracodawcy. Stąd częstą praktyką jest zastępowanie urlopu chorobowego urlopem wypoczynkowym. Taki urlop z pewnością nie jest bowiem negatywnie oceniany przez pracodawcę. Zatrudnieni na umowę o dzieło bądź umowę zlecenie najzwyczajniej boją się, że utracą i tak przecież niepewną posadę. Podobnie jest z osobami, które dopiero co rozpoczęły swoją karierę zawodową, bądź są już u jej schyłku.
Pracodawcy strofują swoich podopiecznych, nakręcają zjawisko „wyścigu szczurów”, stąd jakiekolwiek nawet myślenie o chorowaniu w domu jest dla pracownika nie do przyjęcia. Bardzo rzadko jednak pracodawcy uświadamiają sobie, iż właściwie wysyłanie chorego pracownika do pracy spowoduje większe straty niż zyski. Pracownik chory jest z pewnością mniej efektywny. Poza tym rozprzestrzenia zarazki na pozostałych pracowników, a to już może doprowadzić do totalnego paraliżu w firmie.
Idealną sytuacją byłaby ta, w której pracodawca uświadomiłby sobie oraz swoim pracownikom, do czego taka sytuacja może doprowadzić. Jeśli jednak zdarzy nam się zachorować, pozwólmy sobie na te kilka dni odpoczynku od pracy. Oprócz doniesienia zwolnienia lekarskiego, zawsze możemy systematycznie przypominać o swojej nieobecności pisząc do pracodawcy maile.
Najlepiej byłoby nie chorować w ogóle. Tego oczywiście życzę Wam wszystkim i sobie. Na to jednak nie mamy przecież większego wpływu. Nie zapominajmy, że wszyscy mamy czasem prawo do słabostek. Może warto je czasem po prostu przeczekać niż narażać siebie i innych na konsekwencje lekkomyślnej decyzji.